Szaruga za oknami, bo pogodę kształtuje zgniły wyż

Kilka dni temu Agnieszka Cegielska zapowiadała ciepłą i słoneczną pogodę. W sumie można było się jej wtedy spodziewać, bo prognozy zapowiadały pojawienie się wyżu. Płynie też do nas ciepłe powietrze znad Morza Śródziemnego, a na południu kraju gdzie się przejaśniało, odnotowywano wczoraj kilkanaście stopni. Jednak… wyże listopadowe bywają „zgniłe”. Oznacza to w uproszczeniu tyle, że chociaż nie pada, to nie widzimy też słońca, a jedynie nisko zawieszoną pokrywę z chmur (nie wychwytują jej zdjęcia satelitarne). Podwójny układ z centrami nad Skandynawią i Rumunią sprawia, że niże z opadami są „blokowane” i znajdują się daleko od nas m.in. nad Półwyspem Iberyjskim, czy nad Laponią i północną Rosją.
Za nami poranek, w którym w wielu regionach pojawiły się mgły. W ciągu dnia może się wypogadzać jedynie na południu kraju, być może na krańcach zachodnich. Poza tym niestety niedziela pod znakiem chmur. Przez to temperatury nie będą tak wysokie jak się zapowiadało kilka dni temu, bo od 9 st. na Mazurach i Suwalszczyźnie, przez 10 m.in. na Pomorzu, Kujawach i w centrum kraju, 11 na Ziemi Lubuskiej i Górnym Śląsku, 12 w Małopolsce i na Lubelszczyźnie do 13 st. na Podkarpaciu.
W kolejnych dniach ma następować stopniowe ochłodzenie – w poniedziałek od 8 do 10 st., we wtorek od 7 do 9, w środę od 6 do 10, nie są przewidywane opady. Cały czas będziemy się mierzyć z typowo listopadową aurą, która będzie raczej zachęcała do spędzania czasu w domach, tym bardziej że i tak obostrzenia związane z pandemią sprawiły, że nie pozostało zbyt wiele alternatyw.